| ŚNIEŻNA
STUDNIA
Roman
Kubin |
Śnieżna
Studnia interesowała mnie już w latach siedemdziesiątych, kiedy to z
Jackiem Parczewskim poszukiwałem tej jaskini.
Nie posiadaliśmy żadnych danych, toteż po paru próbach daliśmy temu
spokój. Dopiero w 1983 roku znalazłem w "Taterniku" /1961/
opis jaskini i dojścia wykonany przez W. Habila. Według tego opisu
dotarliśmy wraz z Wieśkiem Dobrowolskim do górnego otworu tej
jaskini. Zjazd założyliśmy z kosówki, ale ponieważ posiadaliśmy
tylko jedną linę i to niezbyt długą udało nam się dostać tylko na
skraj lodospadu, który urywał się tworząc salkę pod lodem w drugiej
komorze jaskini.
W niedługim czasie wybrałem się tam z Wieśkiem ponownie w
towarzystwie Grześka Albrzykowskiego - tym razem już z dłuższą liną.
Zwiedziliśmy salę pod lodospadem, salkę nad progiem i dotarliśmy nad
Studnię Kozika, o której istnieniu wtedy nie wiedzieliśmy, a na której
pokonanie znów zabrakło nam liny.
Dopiero podczas akcji szkoleniowej wraz z Kaziem Szychem i paroma innymi
członkami GOPR udało nam się dotrzeć do ówczesnego dna jaskini.
Stanowiło je zawalisko na spodzie meandra pokryte lodową polewą.
Ponieważ w meandrze oraz w okolicy zawaliska wyczuwalny był silny prąd
powietrza, uznaliśmy z Kaziem to miejsce za ciekawy problem
eksploracyjny. Niestety czas uciekał i dopiero w lipcu 1984 roku z członkami
ST udałem się do tej pięknej lodowej jaskini. Wtedy to Witek Cikowski
po ruszeniu jednej wanty spowodował obsunięcie się innych i tak otwarła
się droga do dalszej części jaskini. Po zejściu małym prożkiem
dostaliśmy się do korytarza biegnącego w dwóch kierunkach, ale
stanowiącego przedłużenie meandra. Korytarz biegnący lekko w górę
kończył się po paru metrach zawaliskiem, za którym między wantami widać
było jego kontynuację - ale ten problem zostawiliśmy na później.
Interesowała nas droga w dół. W drugą stronę biegł wąski korytarz
kończący się po kilkunastu metrach. Na początku tego korytarza, w
jego spągu otwierała się szczelina, w której po wrzuceniu kamienie
spadały bardzo długo. W jednym miejscu rozszerzała się umożliwiając
zjazd. Ponieważ w zapasie posiadaliśmy jedynie 10-cio metrową linę,
tyleż tylko udało nam się zejść w głąb tej bardzo ciasnej studni.
Następnym razem pojawiliśmy się
w jaskini 21 lipca. Po wbiciu dwóch spitów Krzysiek Dudziński
zaczyna zjeżdżać i po 45 metrach wolnego zjazdu ląduje na dnie. Z
dna studni opada początkowo obszerny i stromy korytarz, który po kilkunastu
metrach kończy się żwirowym namuliskiem. zjeżdżamy do Krzyśka i
rozważamy dalsze możliwości eksploracji. Około 20 metrów nad dnem
studni widnieje duże okno. Drugie okno znajduje się nad studnią. Do
niego zagląda Kaziu Szych, ale po paru metrach wycofuje się.
Wychodzimy z jaskini częściowo zawiedzeni, ponieważ cicho marzyliśmy
o połączeniu jej z Wielką Śnieżną. Wypatrzyliśmy jednak parę
punktów, w których będzie można podjąć dalszą eksplorację.
Następne akcje prowadzone w tej
jaskini nie doprowadziły do pogłębienia jej, ale zostało odkryte
kilkadziesiąt metrów nowych korytarzy z dalszymi możliwościami
eksploracji. Poza tym jaskinia została pomierzona i ospitowana tak, aby
można było używać pojedynczej liny. W Studni 40-Lecia został
rozkuty zacisk co ułatwia trochę pokonanie tej ciasnej i w większości
oblodzonej studni. W 1985 roku nowe partie jaskini dostepne były
dopiero jesienią ze względu na silne zalodzenie. Akcje
podczas których pogłębiono jaskinię: 15.07.1984.
- Z. Bodurka. W. Cikowski, K. Dudziński, T. Gałoś,
R. Kubin, S. Michalik - na głębokość 10m s Studni 40-Lecia 21.07.1984.
- W. Cikowski, K. Dudziński, T. Gałoś, S. Kurek,
R. Kubin, K. Szych - na obecne dno jaskini.
|